A JEŚLI TO NIE MA SENSU?

Twoja głowa była pełna marzeń. I wierzyłeś, że wszystko się uda.

Nie przejmowałeś się drobnymi porażkami. Traktowałeś je jako lekcje. Gdy przychodziły chwile zwątpienia, włączałeś nagranie losowego wykładu Łukasza Jakóbiaka, bądź czytałeś – znane niemal na pamięć – fragmenty Potęgi podświadomości Josepha Murphy’ego. I znów wracała Ci energia. Znów miałeś siłę, by iść dalej… Ale to już nie pomaga. Niestety.

Gdy Twoje marzenia brutalnie zderzają się z rzeczywistością, nie pomaga wmawianie sobie, że jesteś zwycięzcą. Próbujesz się uśmiechnąć, żeby poczuć przypływ endorfin. To na pewno pomoże! Twój uśmiech wygląda jednak dość kwaśno. Bo w końcu przyznajesz przed samym sobą, że tak naprawdę…

PRZEGRAŁEŚ

Natychmiast odpychasz od siebie tę myśl. Przecież jeszcze się nie poddałeś, a dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Jednak się nim nie czujesz, dlatego musisz nieco zmodyfikować tę sentencję. Dopóki walczysz, nie jesteś przegranym. Jeszcze nie… Nie brzmi to zbyt górnolotnie, ale jest bardziej zbliżone do prawdy.

Choć i tak od niej dalekie.

Bo czujesz się jak śmieć. No cóż… To chyba znak, że jednak przegrałeś.

Tak…

Znów wszystko musiało się spieprzyć…

Odrzucasz w kąt Potęgę podświadomości. Zazwyczaj nie robisz tak z książkami, ale wypociny tego szarlatana Murphy’ego nie nadają się do niczego innego.

Już nie masz ochoty oglądać uśmiechniętej gęby Jakóbiaka. Każdy jego wykład to seria przechwałek, które już Cię nie motywują. Tylko dobiją. Gdy słyszysz jesteś zwycięzcą, już nie wierzysz. To Jakóbiak nim jest, nie Ty. Każda kolejna przechwałka uświadamia Ci, że nigdy mu nie dorównasz. On już wygrał życie, a Ty je przegrywasz.

Przecież wszystko miało pójść tak gładko, gdy tylko uwierzę w siebie…Nie udało się. Dlaczego?!

Przez chwilę chodzi Ci po głowie myśl, żeby obejrzeć wykład Nicka Vujicica. Biedak ma zespół tetra-amelia; urodził się bez rąk i nóg. Ale nie przeszkodziło mu to w staniu się znanym na całym świecie kaznodzieją i mówcą motywacyjnym.

Tak, on na pewno mi pomoże. Jeśli on, mimo tak strasznej choroby, spełnia swoje marzenia, to w takim razie…

Jedna myśl niczym nóż przerywa Twój wewnętrzny monolog: Kaleka bez kończyn radzi sobie w życiu lepiej ode mnie. Super!

Przez chwilę jesteś oszołomiony. Twoja samoocena sięga dna w tym momencie dna.

A TERAZ NA POWAŻNIE

Sytuacja, którą opisałem powyżej jest – oczywiście – nieco przerysowana. Jednak to dotyczy w jakiś sposób każdego z nas.

Patrzymy na świat przez pryzmat hollywoodzkich filmów, których scenariusz prowadzi do happy end’ u. Pierwsza porażka boli, ale wiesz, że początki zawsze są trudne. Ale oczekujesz, iż następnej klęski nie będzie. Znów się przeliczasz. Przed kolejnym podejściem jesteś jeszcze bardziej zdesperowany. I jednocześnie zalękniony. Nie jest to optymalny stan.

W końcu porażka staje się Twoim stylem życia. Ale gdzieś z tyłu głowy tli się nadzieja, której rozbłysk następuje, gdy piszesz w wyszukiwarce skąd brać motywację albo jak spełniać swoje marzenia. Trafiasz na blogi coachingowe. I myślisz, że otwiera się przed Tobą nowy świat… Wkrótce Twój regał jest wypełniony poradnikami motywacyjnymi. A telewizora nawet nie włączałeś od miesiąca. Nie obchodzą Cię już Trudne sprawy, ani Ukryta prawda. Jesteś ambitny i chcesz się rozwijać, więc oglądasz teraz tylko wykłady motywacyjne.

Coraz więcej czasu spędzasz na wizualizacji. Bogactwo, sława, wielka miłość… Stojąc przed lustrem powtarzasz sobie, że jesteś zwycięzcą. Początkowo niepewnie, ale teraz już naprawdę się nim czujesz.

Do momentu, gdy zdasz sobie sprawę, że Twoja historia zatacza koło. Wracasz na etap pasma porażek.

Rady typu uwierz w siebie albo weź się w garść już nie pomagają. Wiesz, że to tylko puste słowa. Twoje zaangażowanie i ciężka praca to jednak za mało. Mimo że w pewnym momencie marzenia były na wyciągnięcie ręki… ręka okazała się za krótka.

Znowu.

A z tyłu głowy słyszysz głos…

A JEŚLI TO NIE MA SENSU?

Myślisz już o spaleniu wszystkich poradników motywacyjnych? Co prawda nauczyły Cię pozytywnego myślenia, ale niewiele to dało. Tak naprawdę obyłbyś się bez tych porad. W sumie przyniosły one korzyść jedynie autorom tego chłamu. A Tobie zabrały tylko czas i pieniądze.

Nie potrafisz tak po prostu porzucić swoich marzeń. A frustracja, wynikająca z niespełnionych ambicji, tylko w Tobie narasta i nie daje spokoju.

Może jest jakiś poradnik o rezygnowaniu z marzeń. Zapłaciłbyś za niego? Gdyby zawarte w nim porady były skuteczne i dały Ci spokój ducha…

Wiesz co? Widziałem już kiedyś taki poradnik. Niestety nie pamiętam tytułu. Poszukaj go, jeśli chcesz, ale odradzam, bo…

NIE JESTEM ZWOLENNIKIEM KAPITULACJI

Już wiesz, że marzenia nie zawsze się spełniają. Nawet jeśli mocno wierzysz. Nawet, gdy wymuszonym uśmiechem, powodujesz buzowanie endorfin. Możesz zmarnować życie w pogoni za marzeniami. Czujesz, że właśnie do tego zmierzasz…

W porządku, zrozumiem, jeśli odpuścisz. Może znajdziesz inny cel. Taki, który przyniesie Ci spełnienie. Ale jeśli masz do wyboru marną wegetację, bądź pogoń za marzeniami – wybierz to drugie. W pierwszym przypadku przegrałeś. W drugim… masz szansę wygrać. Zawsze coś, prawda?

CIEMNA STRONA WIZUALIZACJI

Czytałem artykuły na temat wizualizacji, które… mogą nawet zmienić Twoje życie! Gdzie? Na blogach coachingowych! W Potędze podświadomości też była o tym mowa.

Pewnie już rzygasz tą całą wizualizacją. Nic dziwnego, że masz jej dosyć. Konfrontacja Twoich utopijnych wizji z brutalną rzeczywistością musiała być naprawdę bolesna. Tym bardziej, jeśli mocno w nie wierzyłeś.

Nie dziwi mnie Twoje rozczarowanie. Przecież uwzględniłeś tylko jedną stronę marzeń. Tę najlepszą. Dlaczego nie pomyślałeś o innych? Chociażby o tej najbardziej brutalnej…

Wyobraź sobie scenerię rodem z Mordoru, a w niej drogę wyłożoną ostrymi okruchami bazaltu. Właśnie tamtędy musisz przejść. Boso. Twoje stopy szybko zaczną krwawić, a pewnym momencie ból będzie nie do zniesienia. Aż w końcu przyjdzie najgorsza chwila. W której już sam nie wiesz, czy ta droga dokądkolwiek prowadzi. Odnosisz wrażenie, że Twoje stopy płoną; nie czujesz już nawet jak kolejne kamienie rozcinają ich delikatną skórę. A w głowie masz pustkę…

Oto symboliczna wizja najczarniejszych dni. Szarych będzie więcej. Ale na pewno od czasu do czasu trafi się jakiś słoneczny. Na początku słońce będzie pojawiało się sporadycznie. Ale później będzie go coraz więcej.

NA KONIEC…

Trudno nie zauważyć w blogosferze tendencji, która nieco mnie irytuje. Oto słowa-klucze, które idealnie opisują blogowy mainstream: kult sukcesu- rozwój osobisty-z uśmiechem przez życie- spełniaj swoje marzenia -dasz radę-jesteś zwycięzcą. Czasem odnoszę wrażenie, że teraz niemal każdy bloger jest samozwańczym coachem.

 Oto pierwszy z brzegu przykład. Z beznazwiska.pl

 To truizm. Ale bez względu na to o czym marzysz, jeżeli nie podejmiesz działania, nie dojdziesz do niczego. […] Być może będzie to od Ciebie wymagało radykalnych kroków. Rzucenia pracy, pozostawienia przyjaciół na jakiś czas, wyruszenia z niczym, zaryzykowania braku środków na życie i wielu innych wyrzeczeń. Ale gdy to zrobisz, wrócisz tu i przyznasz mi racje. Z bananem na gębie. Bo właśnie zrobiłeś coś na pozór niemożliwego.”

Brzmi infantylnie, prawda?

Owszem, wszystko jest możliwe. Ale życie to jednak nie żadne cholerny magazyn życzeń. Nie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Zawsze możesz wmawiać sobie, co innego. Ale po co?

Życie jest grą. A teksty (podobne do wyżej cytowanego) są jak gameplaye, które pokazują jak przejść ją na kodach. Cheaty – o dziwo! – działają tylko w pewnej minigrze, zwanej Wyobraźnią. W prawdziwym Życiu jednak nie działają. No cóż… Ponoć gameplaye są dla dzieci. Chyba coś w tym jest.

Przykro mi. Tej gry nie przejdziesz na kodach, ani nawet nie dasz rady ustawić najniższego poziomu trudności. Wspomniane przeze mnie gameplaye raczej Ci nie pomogą. Ale nie przejmuj się tym. Po co Ci kody? Gra bez nich jest znacznie ciekawsza. Zresztą… Właśnie trudne momenty i świadomość jak wysoka jest stawka sprawiają, że gra jest naprawdę ekscytująca.

Cudowna perspektywa, nie sądzisz?

Poza tym… Granie na kodach jest dla noobów.

 

Podobne

3 komentarze

  1. Taka prawda. Kiedyś skończyłam kurs według metody Slivy programowania umysłu i jego kontroli. Wizualizowałam sobie pracę, bo wtedy jej nie miałam. Owszem dostałam na 6 miesięcy z upierdliwą kierowniczką. Od tej pory jestem sceptyczna wobec pozytywnego myślenia i wszelkich wizualizacji. Co nie znaczy, że mam w głowie tylko czarne myśli i czarne scenariusze. Jednak nie forsuję już niczego na siłę. Chcę i zaraz muszę to mieć, a może wcale nie muszę, a może jest coś innego, a ja swoim chceniem tylko to blokuję.

  2. Oj tak! Tego rodzaju pozytywne myślenie nie działa, ponieważ zasila „fantomową wersję” nas samych oraz . Niestety jest tak, że tego typu „mowy motywacyjne” zmieniają nie tyle naszą prawdziwą, żywą osobowość, lecz nasze EGO, a to zasadnicza różnica, gdyż ego to domek na piasku. Cieszę się słyszeć głosy przytomnej obserwacji. Pozdrawiam 🙂

  3. W tym momencie chyba w końcu zrozumiałam jak wszystko wokół nas oszukuje. Przepiękny tekst, daje do myślenia. Sama prawda życie czasem potrafi być nie przyjemne ale trzeba czekać na te lepsze dni. Musimy pamiętać, że jeśli ktoś jest zwycięzcą inni są przegranymi. Jednak może pojeść do tego z innej strony, dajemy komuś wygrać niech będzie szczęśliwy. Czasem więcej przyjemności sprawia nam szczęście drugiego człowieka niż nasze. Musimy po prostu przewartościować swoje poglądy, czy na pewno wierzymy i walczymy o to co trzeba. Czy to przyniesie nam satysfakcję?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *