BĘKART WŚRÓD BLOGERÓW

Uwaga! Egocentryczny tekst o pretensjonalnym tytule.

Po co ktoś taki jak ja prowadzi bloga? Chyba nie zdążyłem tego wyjaśnić, przynajmniej nie wprost. Może powinienem zrobić to wcześniej, jednak rozpoczęcie bloga od nudnego tekstu powitalnego nieszczególnie mnie kręciło. Dlatego wystartowałem z grubej rury – felietonem Papież, wampiry i oburzeni katolicy.

Zależało mi na mocnym otwarciu… Żadnych wyjaśnień, tylko skok na głęboką wodę i oczekiwanie na reakcję publiczności. Potem – w rozbiegu – publikowałem kolejne teksty. Ale jakoś nie wyjaśniłem, po co mi blog i co tutaj robię. Mimo iż moim drugim tekstem było coś na kształt (auto)ironicznego manifestu. Odbieranie go na poważnie jest – oczywiście – mocno niewskazane. Zmienić bieg rzeki… pisałem w momencie, gdy bezczelnie nieśmiało wkraczałem w blogosferę, na każdym kroku natykając się na kolejne rozczarowanie. Wcześniej czytywałem tylko niszowe blogi (regularnie jedynie Orbitowskiego), jednak jako człowiek posiadający od paru dni bloga, musiałem szybko nadrobić zaległości – zarówno wśród topowych, jak i wśród raczkujących blogów. Poszukiwałem wzorców i inspiracji, jednak trochę się zawiodłem.

Uświadomiłem sobie, że jestem odmieńcem pośród uśmiechniętych ludzi, którzy uczynili ze swych blogów coś w rodzaju coachingowych broni masowego rażenia. Prawdziwy bloger zna się na wszystkim. I niczym nowy mesjasz bezinteresownie dzieli się z ludem tanią wersją psychologii pozytywnej, nie pomijając jednak istotnych spraw materialnych. Bloger nauczy Cię też jak zmienić swoje życie i osiągnąć sukces, jak wkręcić żarówkę i jak doprowadzić kobietę do orgazmu. Z najlepszych blogów dowiesz się też jak się ubierać, co jeść na śniadanie i jakie gadżety musisz koniecznie posiadać, żeby nie zaliczać się do plebsu. 

Cóż… Jeśli blogosfera to homogeniczny organizm, jestem komórką nowotworową. Jeśli blogosfera jest niekończącym się multiwersum, mój blog jest mikroświatem  z innej materii niż pozostałe. Czarną skałą pośród kolorowych planetoid z plastiku. 

Ludzie mają różne motywy, żeby zacząć blogować. Darmowe książki, sesje zdjęciowe, pragnienie sławy, kasa z reklam i artykułów sponsorowanych… Albo po prostu nadmiar wolnego czasu, czy też chęć podzielenia się ze światem swoim niesamowitym lajfstajlem i Jedynym Słusznym Sposobem na ŻycieTo dość standardowe motywy. Ale nie moje.

OTO MÓJ NIESTANDARDOWY MOTYW…

Zawsze chciałem być pisarzem. Gdzieś trzeba zadebiutować, żeby pokazać się szerszej publiczności.

Kiedyś najlepszą drogą do zostania pisarzem było wysyłanie hurtowej ilości opowiadań do lepszych lub gorszych czasopism. Często przewijające się przez literacką prasę nazwiska łowili wydawcy, by po jakimś czasie umieścić je na okładkach książek. Oto klasyczna droga do zostania pisarzem. Najlepsza… w XIX i XX wieku.

W dobie Web 2.0. dróg jest o wiele więcej. Na wymierającym rynku ostało się parę niszowych czasopism, jednak złotą epokę mają już dawno za sobą. Kurczące się nakłady, znikające z rynku tytuły… Sprawy nie mają się tutaj zbyt dobrze.

Co prawda kiedyś posikałbym się ze szczęścia, gdyby moje opowiadanie ukazało się w Nowej Fantastyce, albo w Science Fiction, Fantasy i Horror. Publikacja w takim magazynie – nawiasem mówiąc, ten drugi już nie istnieje – w moim mniemaniu zapewniała prestiż i otwartą drogę na rynku wydawniczym. Jednak wszelkie nadzieje legły w gruzach, kiedy odkryłem dwóch Marcinów. Podlewskiego i Rusnaka. Dwaj świetni autorzy, osiągający pierwsze poważne sukcesy, właśnie w krótkiej formie, zbierają w końcu swoje opowiadania w antologie. Podlewski publikuje Szklaną Górę, a Rusnak Opowieści niesamowite. Żadnej z tych książek nie mam jednak na półce. Co prawda mam obydwie, ale tylko na czytniku. Obydwa zbiory opowiadań ukazały się tylko w formie elektronicznej. Jako darmowy e-book.

To wywróciło mój światopogląd do góry nogami. Do tej pory sądziłem, że publikowanie w internecie jest dla słabych. Przejrzałem wcześniej kilka serwisów literackich, gdzie każdy może wrzucić swoje opowiadanie. Łowcy talentów z dużych wydawnictw nie mieli tam czego szukać… Redaktor porzygałby się na widok większości tamtejszych tekstów. 

No dobra, zdarzały się tam lepsze kawałki. Napisane przez pół-anonimowych autorów, kryjących się za śmiesznymi nickami. Zawsze sądziłem, że są zbyt niepewni siebie, by pomyśleć o wysyłaniu swojej twórczości do czasopism, albo wydawnictw.

Literackie początki Podlewskiego i Rusnaka mocno dały mi do myślenia. Ale do tej pory nie rozgryzłem mechanizmu robienia kariery w literaturze. W dzisiejszych czasach jest wyjątkowo skomplikowany. Choć wydaje się, że możliwości jest nieskończenie wiele. Szkoda tylko, że większość prowadzi donikąd.

Kilku autorów pokazało mi, że publikowanie w sieci to jednak żaden wstyd. Nieważny jest nośnik, tylko treść. Choć w internecie udowodnienie swojej wartości może być cholernie trudne.

Już chyba się domyślacie, że mój blog to…

EFEKT UBOCZNY PISARSTWA

Wattpad, ani żadne portale społecznościowe dla początkujących pisarzy nie wchodziły w grę. Nie chciałem być z tym w żaden sposób kojarzony. Autor z Wattpada brzmi jeszcze gorzej niż bloger. Nie zamierzam obrażać kogoś przez sam fakt publikowania na tej śmiesznej stronce. Sam przed chwilą powiedziałem, że nieważny jest nośnik. Jednak przeglądając Wattpada można dojść do wniosku, że średnia wieku autorów z tego portalu wynosi nie więcej niż 15 lat.

Dlatego pomyślałem, że lepiej stworzyć własną markę. Nieskalaną negatywnymi skojarzeniami. Spośród wszelkich możliwości założenie bloga uznałem za najmniejsze zło. Tutaj pokażę się światu. Tutaj zostanie objawiony mój talent.

A skoro już nieco wiesz o moich zamiarach…

MOŻE JEDNAK NIE NAZYWAJ MNIE BLOGEREM

Nie lubię tego słowa. Kojarzy mi się z jednoosobową manufakturą, produkującą teksty na wszystkie tematy. Zwłaszcza te modne. Poza tym bloger musi być obecny w social mediach 24 godziny na dobę. Wrzucić selfie, albo zdjęcie posiłku na Instagrama. Codzienne przemyślenia zamknięte w kilkuzdaniowym poście na Facebooka. Żeby tylko coś się działo, żeby bez przerwy pojawiał się świeży content (kolejne słowo, którego nienawidzę). Ludzie w tych czasach mają krótką pamięć. Trzeba im bezustannie zawracać dupę, żeby o Tobie nie zapomnieli. Każdy rekin blogosfery i social mediów szarpie się z tą bolesną świadomością.

Zawsze chciałem pisać bardziej trwałe teksty. Nie jednorazówki, tylko takie, do których chce się wracać. Może niektóre z nich znajdą kiedyś swoje miejsce między okładkami.

Chociaż popełniłem co najmniej dwie jednorazówki. Tak postrzegam teraz O czym rozmawiać z prostytutką?Alkohol obudził w nim homoseksualną bestię [+18]. Niektórzy uważają, że powinienem pisać właśnie w ten sposób. Tematy związane w jakikolwiek sposób z seksem zawsze dobrze się klikają. Poza tym tamte opowiastki łatwo się czyta.

Twórczą spowiedź chciałbym zakończyć wyznaniem, że tekst Ludzie jak króliki nie jest jednorazówką, choć przez moment się wahałem. Ratują go literackie aluzje, których pewnie i tak nikt nie dostrzegł.

ALE TO NIE KONIEC…

Bo chyba nie wszystko sobie wyjaśniliśmy.

Jestem pisarzem bez wydawcy. Tak o sobie mówię i myślę. Jednak dla większości czytających mnie osób jestem blogerem. No dobrze, fakt posiadania bloga przynajmniej w pewnym stopniu czyni ze mnie blogera. Ale jeszcze nie rasowego.

Obrażę się za blogera. Ale  możesz nazywać mnie pół-blogerem, czy też ćwierć-blogerem. Albo bękartem wśród blogerów.

Kadr z Gry o Tron

 

 

Podobne

12 komentarzy

  1. Kilka osób namawiało mnie na tego Wattpada, ale nie poszłam na to. Jeśli wydam książkę to na papierze. Wierzę że kiedyś mi się uda… Może. W każdym razie pisze bo lubię. Piszę dla ludzi. Piszę o swoich pasjach, podróżach itd. Zwyczajnie lubię.

  2. „Kiedyś najlepszą drogą do pisarzem zostania nim było wysyłanie hurtowej ilości opowiadań do lepszych lub gorszych czasopism. ” Albo nie umiem czytać, albo masz błąd w tym zdaniu XD „Nim” ci się wkradło tam gdzie nie powinno 🙂

    Trafiłam na link do wpisu na stronie na Facebook’u, wcześniej Cię nie czytałam, ale zacznę. Podoba mi się jak piszesz i to, że w ogóle piszesz.

    Mnie osobiście fakt, że teraz żeby się wybić w sferach literackich trzeba się godzić z ewentualnym wydaniem jedynie e-booka a nie wersji papierowej, strasznie smuci i nie zaspokaja moich ambicji.

  3. W sumie nie sam fakt upubliczniania tekstów czyni z kogoś pisarza,ktoś moze pisać naprawde sensownie a zostawiać to w szufladzie, także chyba faktycznie portal nie ma znaczenia .
    W blogowaniu napewno ważna jest systematyczność, w szufladzie nie koniecznie; )
    Za pisanie bez pseudonimu należy się więc pochwała bo to daję autentyczność Twoim tematom

      1. Tego „ostrzeżenia” do którego się odniosłam i bez przeczytania którego nie mogłabym sformułować zdania w ten sposób?

        To była uwaga, pół żartem, pół serio. Tekst jest bardzo pretensjonalny, co niekoniecznie jest wadą, mało bystry autor porównujący się do Aegona Targaryena już tak.

        1. Haha. Jakie wyrafinowane złośliwości. 😉 Czy nie jesteś przypadkiem moją byłą, teraz która pisze do mnie incognito? Skądś znam ten rodzaj sarkazmu. 😉
          Jon Snow i Aegon Targaryen to dwie odrębne osoby. Niestety twórcy serialu cholernie uprościli fabułę i zlali ją jedno. Pod tym względem zakończenie ostatniego sezonu mocno mnie zawiodło, niestety. Widzę, że nie czytało się „Tańca ze smokami”, polecam nadrobić.
          P.S. Polecam też sprawdzić znaczenie słowa pretensjonalny. Ciężko doszukać się w nim czegoś pozytywnego.

  4. Zdjęcie Jona świetnie odzwierciedla artykuł. Cóż tak to już jest, że różnorodność jest zabijana przez homogeniczność tematów. Szkoda, że stało się tak jak w każdej branży, popularne czy kontrowersyjne tematy stały się tak pożądane, że przyćmiewają wszystko inne. Cóż bękartem zostaniesz na zawsze drogi blogerze. (celowy zabieg)Wolisz komentarze na blogu czy na grupie „Młodzi pisarze”?

    1. Haha, wyrafinowany zabieg. 😉 Generalnie preferuję komentarze na blogu. Ponoć dzięki nim Google pozycjonuje artykuły wyżej. 😉

  5. Łaaaa, człowieku, gdzie skrywałeś się all my life.
    Twój tekst to myśli przepisane z mojej głowy – to nazywanie człowieka blogerem, utożsamianie go z szarą masą, traktowanie lekceważąco, bo publikuje, gdzie może – czyli w internecie. Ty jesteś pisarzem bez wydawcy, ja – samozwańczym krytykiem literackim. Tyle razy pruję się na prawo i lewo, że nie chcę być utożsamiana z blogosferą, że blog to moje medium publikacji. Nikt nie słucha. Bloger. Na dodatek, książkowy. Brzmi ohydnie.

    Chylę czoła, kłaniam się nisko, będę do Ciebie zaglądać.

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Wyrażenie „samozwańczy krytyk” ma więcej charakteru i dystansu. 😉 Aż zerknąłem na Twojego bloga, żeby upewnić się, że w Twoim przypadku nie będzie zbyt wydumane. Okazuje się, że nie. 🙂 Masz rację, blog książkowy brzmi ohydnie. Zwłaszcza w kontekście czegoś, co jest naprawdę dobre.
      Tzw. blogosfera książkowa to w ogóle temat na odrębny tekst. 😀
      Dziękuję za odwiedziny. 🙂
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *