BEZ MARZEŃ BYŁBYM NIKIM

Lato trwa nadal, więc chyba powinienem pisać w cieplejszych barwach. Przychodzi mi to z trudem, poza jednym tekstem. To drobna urocza rzecz o zerowym stężeniu melancholii. Ale na nią przyjdzie czas później.

Ostatnie dni zlewają się w jedno, zupełnie jakby czas się zatrzymał. Sobota, niedziela, poniedziałek, wtorek… Patrząc na kalendarz zdaję sobie sprawę, że dni mijają tak niedorzecznie szybko. Jednak nie czuję tego na własnej skórze. Może dlatego, że moje życie toczy się ostatnio wokół tych samych miejsc i piosenek.

 

COŚ WIĘCEJ

Szwendam się po swoich dawnych miejscach, które teraz są zupełnie obce. Zaciągając się zatrutym spalinami powietrzem, wspominam różne rzeczy utracone. Między innymi dzieciństwo.

Składałem się wtedy z marzeń. Mimo że intensywniej przeżywałem każdą chwilę, tu i teraz zdawało się nie mieć większego znaczenia. Bo nie liczyło się, kim jestem. Moja dziecięca tożsamość opierała się na tym, kim kiedyś będę. Bez marzeń byłbym wtedy nikim…  Zaledwie słabym dzieckiem.

Z marzeń utkałem swoją zbroję. I nadal ją posiadam, choć w odmienionej formie. Młoda dusza ma w sobie więcej wigoru i udźwignie najcięższe zbroje. Po odrzuceniu balastu niektórych złudzeń moja ciężka zbroja wyewoluowała w lekką kolczugę.

To jednak coś więcej niż mechanizm obronny, który można nazwać ucieczką w świat fantazji. O nie… To niemal bezdenna studnia energii i inspiracji. Impuls do działania. Mechanizm, który podsyca determinację. Nawet jeśli ponosisz porażki.

Wizje życia, które kiedyś będzie moje… Pielęgnowałem je w sobie, jednocześnie robiąc wszystko, żeby stały się prawdą. Tak ukształtował się mój sposób myślenia i działania.

Bez tego nie byłoby osoby, którą teraz jestem.

No właśnie… Na moment zatrzymuję się przy tej myśli. Kim jestem teraz? 

Chwila refleksji to za mało, żeby rozszyfrować swoje wewnętrzne sprzeczności. I poskładać z nich pełny obraz siebie… Pełny – to znaczy: bez niedopowiedzeń i fałszu.

Moja osobowość… Efekt zderzenia marzeń z rzeczywistością. Niedoskonały, wręcz godny pożałowania. Jakbym był najlepszy właśnie w rozmijaniu się ze swoim idealnym Ja. Mimo nieustannej walki.

Niestety…

 

SŁOWA I CZAS

Kartki w kalendarzu zmieniają się tak błyskawicznie. Dni biegną szaleńczo w kierunku mojego końca. Czuję niepokój… Wiedziałem, gdzie chcę dotrzeć, czasem wydawało mi się, że jestem już blisko. Ale życie, które sobie wymyśliłem, nadal jest gdzieś daleko.

Kilka dni temu przestałem… Dryfuję w gorzkim oceanie codzienności, złych przeczuć i wspomnień. Moja gama emocji powoli ogranicza się do frustracji i obojętności.

Płynie już tylko czas. I słowa, które wypluwam na ekran….

Dryfowanie może nagle przejść w tonięcie w bagnie codzienności. Wiem jednak, że póki będę pisał, nie utonę. Utrwalanie myśli – na papierze, bądź na ekranie – oczyszcza umysł z mentalnych toksyn. Nawet teraz jest mi lepiej. Dlatego będę pisał dalej… I może znów znajdę w sobie resztki marzyciela. Oby… W końcu człowiek bez marzeń jestem nikim.

Z zapisywanych słów wyłaniają się różne obrazy. Odbicia ledwo tlących się nadziei. A także odbicia lęków, związanych z wkraczaniem w tzw. Prawdziwe Dorosłe Życie.

Niedługo się zacznie… Szaleńczy wyścig szczurów, w którym tak łatwo stracić osobowość.

Już teraz nie jestem pewien, dokąd się zmierzam i po co. Kiedyś może nawet nie będę się nad tym zastanawiał.  Z powodu braku czasu… Wszelkie plany i marzenia zaczną się stopniowo zawężać tylko do kwestii, związanych z przetrwaniem. Niepokoi mnie, że za parę lat jakaś zombie-wersja mnie zacznie żyć wyłącznie dla spłaty kredytu.

Takie życie nie jest warte, żeby przez nie przebrnąć. Czy też się przeczołgać… Na pewno nie po tym, jaką przyszłość przeżyłem.

W swojej głowie.

 

OKRUCH DIAMENTU

Już nie ma o czym marzyć… To najbardziej niepokojące słowa, jakie mogę wypowiedzieć. Czasem pojawiają się w moich myślach, gdy mój nihilizm sięga zenitu. Czy raczej dna.

Ostatnio życie przypomina czarno-biały film w nieco spowolnionym tempie. Raz zabawny, raz smutny. Momentami ironiczny, ale przeważnie po prostu głupi. Fabuła prowadzi donikąd, a dialogi wypełnione są fekalnymi żartami, bezsensownymi kłótniami i pseudointelektualnym bełkotem.

Gdy życie jest już dla mnie tylko czarną komedią, rozgrywającą się na ponurej skalistej bryle, zwanej Ziemią, marzenia przeobrażają się w garść popiołu.

Tak czasem bywa… Gdy nic nie ma już znaczenia, zdarza mi się posiedzieć dłużej nad popiołami. Żeby przypadkiem odnaleźć w nich odłamek diamentu.

Wtedy przypominam sobie, dokąd zmierzam. Jak blisko i zarazem daleko jest miejsce, w którym chcę się znaleźć. W końcu marzenia są z reguły możliwe – ale mało prawdopodobne – do zrealizowania. Teraz ma to niewielkie znaczenie.

Marzenia nie zawsze się spełniają… No i co z tego? 

Odrzucenie marzeń jest utratą części siebie. Białą flagą. Może wydawać się, że bez balastu złudzeń będzie lżej. Ale czy naprawdę tego chcesz? Jeśli tak… Chyba nie wiesz jak ciężkie bywa dźwiganie pustki.

 

 

Podobne

3 komentarze

  1. Nie wiem, co mam napisać. Jedyne odpowiednie zdanie, jakie przychodzi mi na myśl to: chylę czoła. Chociaż mam tylko jedno, ale chylę wszystkie, bo tak ładniej brzmi. Dawno nie czytałam tak dobrego tekstu. Pozdrawiam

  2. Marzenia są bardzo ważne w życiu człowieka. Potrafią nieraz uratować. Ileż razy miałam okazję się o tym przekonać. Człowiek musi mieć marzenia, musi też dążyć do ich spełnienia i głęboko wierzyć że się spełnią. Wiara to klucz. Klucz którego nie można zaprzepaścić.

    Jeśli chodzi o czas to pędzi nieubłaganie. Zaraz mi się przypomina piosenka Floydów Time z Dark side of the Moon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *