BOJĘ SIĘ NORMALNEGO ŻYCIA

– Wojtek… Kim będziesz, jeśli nie wyjdzie ci z pisaniem?

– Trupem.

Jest zaskoczona moją odpowiedzią. To, co przebiega przez jej spojrzenie, przypomina mi jak cienka jest granica między zdziwieniem a przerażeniem.

– To nie była żadna samobójcza sugestia. – Upijam z kieliszka delikatny łyk whisky z colą. Cały czas obserwując jej zmieniający się wyraz twarzy, który w końcu zatrzymuje się na niepewności. – Przecież mnie znasz. Potrzebuję wolności, wiesz?

– I boisz się normalnej pracy.

Jej znajomość moich myśli czasem mnie przeraża. Zwłaszcza myśli półświadomych.

– Tak… Praca na etacie. Albo na dwa… Całodniowa mordęga przy pracy, której nienawidzę, żeby wieczorem z trudem dowlec się do domu, otworzyć piwo i położyć się przed telewizorem. W międzyczasie żona będzie mi podgrzewać obiad, a bachory będą wrzeszczeć wniebogłosy. Krzyknę wtedy: Brajan! Dżesika! Zmykać do pokoju! Tatuś jest zmęczony… Jak będę miał gorszy humor to bez ostrzeżenia rzucę pilotem w Brajanka.

Parsknęła śmiechem.

– Będę wtedy martwy od wewnątrz. Nie chcę być kolejnym pustym człowiekiem. Trupem, który mówi, oddycha, haruje w pracy, a w domu wegetuje przed telewizorem. W końcu za ekranem kryje się tak kolorowy świat. Zupełnie inny od tej mdlącej szarości. Na pewno od czasu do czasu oderwałbym się sprzed telewizora, przeprowadził parę banalnych dialogów z żoną i dziećmi, w międzyczasie przewijając na telefonie facebookowy feed.

– Ta wizja jest okropna. A rzucenie pilotem w Brajanka zahacza nawet o Trudne sprawy.

-W sumie… Gówniane paradokumenty w najbardziej dosadny sposób ukazują, czym jest normalne życie. Chcę czegoś więcej, wiesz?

Jej oczy spowija mgiełka zamyślenia.

– Bycie pisarzem to szaleństwo. Wybrałeś najtrudniejszą z możliwych dróg.

– Wiem. Ale idę drogą, która jest naprawdę moja.

To jest najważniejsze… Nie chcę innej drogi.

Pijemy whisky z colą z jednego kieliszka. Tak smakuje najlepiej.

NORMALNE ŻYCIE

Tego boję się najbardziej. Dużo bardziej niż starości i choroby. Śmierć jest tak ostateczna, że nie obawiam się jej prawie wcale. Boję się jednak zmarnowanego życia.

Praca na etat to dla mnie synonim kajdan. Nieważne za jakie pieniądze. Bogacz też może być niewolnikiem.

Etat to klatka. To jedno z pierwszych skojarzeń. A skojarzenia są instynktowne… To świadczy jak głęboko w moim mózgu jest zakorzeniona obsesja na punkcie wolności.

Małżeństwo to synonim kajdan… Niedawno bym tak powiedział. Teraz jestem zakochany i dobrze wiem, że miłość skłania do szaleństw. Każdy facet przeczuwa, że małżeństwo może być pułapką… Ale tak wielu decyduje się w końcu na ten ryzykowny krok. Na dowód miłości. Hormonalny haj, zwany zakochaniem, zawęża pole widzenia. Kiedy hormony przestaną buzować love story może zmienić się w Dlaczego ja?

Taka kolej rzeczy… Praca, żona, dzieci. Zamykam oczy i widzę ponury świat, będący wyblakłym odbiciem marzeń. A raczej dwa światy… Wysysająca energię praca, w której czas płynie za szybko. W końcu pogoń za monetą to nie przelewki. Bierze w niej zbyt wiele szczurów.

Dom to inny świat. W którym czas płynie wolniej. Nabiera barw, kiedy odpalam ulubiony serial, albo zabieram się za konsolę. Utonięcie w kolorowej fikcji nie jest jednak proste. Z jej błogiej toni zaraz wyrywa mnie jazgot żony, która jednocześnie myje podłogę i gotuje obiad. Wydziera się, żebym – skoro wcześniej skończyłem dziś pracę – wyrzucił śmieci, odebrał dzieciaki z przedszkola, a potem zrobił zakupy. Klnąc pod nosem podnoszę dupsko z kanapy, poklepię się po rosnącym brzuchu i zacznę szukać kluczyków do samochodu. Godzinę później cała rodzina je razem obiad. Podczas jedzenia zupy. W końcu wspólny posiłek to ważny element ogniska domowego. Jedząc zupę, każdy w jednej dłoni trzyma łyżkę, a w drugiej smartfona. Dbanie o bliskość swoją drogą, ale nie możemy sobie pozwolić na bycie offline. Przecież znikanie z Facebooka na dłużej zahacza o aspołeczność.

Tak wyobrażam sobie normalne życie. Nudne, puste… i tak naprawdę samotne.

CHOROBA PSYCHICZNA… ALBO NIESZKODLIWE DZIWACTWO

Ojciec zawsze mi mówił, żebym zajął się czymś normalnym. Pisanie jest nienormalne. W Polsce żyje z tego garstka osób. Garstka z trzydziestu ośmiu milionów.

Pisarstwo to słowo tak wieloznaczne. Może oznaczać pracę, jeśli na tym zarabiasz. W innym wypadku chorobę psychiczną, albo nieszkodliwe dziwactwo. Zależy jak destrukcyjny wpływ ma to na twoje życie.

Traktuj pisanie jako hobby. Nie licz na nic więcej. Ojciec przytacza mi czasem marny koniec Norwida, który – z piętnem grafomana –  zmarł w nędzy. Po śmierci okrzyknięto go ojcem nowoczesnej polskiej poezji. Taki żywot artysty… Trudno o bardziej niepewny kawałek chleba.

Traktuj pisanie jako hobby… To jednak wymagające rzemiosło. Warsztat pisarski trzeba bezustannie szlifować. Jak grę na instrumencie. Poprawne sklejanie zdań nie wystarczy. Trzeba nadać im odpowiednie brzmienie. A także rytm. Bez tego tekst byłby tylko topornym ciągiem zdań. Może treściwym, ale surowym i ciężkostrawnym. Bez melodyjnego posmaku.

„Czytaj cztery godziny dziennie i pisz cztery godziny dziennie. Jeśli nie masz na to wystarczająco dużo czasu, to nie oczekuj, że będziesz dobrym pisarzem”.   ~ Stephen King

Piszę maksymalnie dwie godziny dziennie. A na czytanie coraz trudniej znaleźć mi czas. Może dlatego, że nadciąga sesja…

Znienawidzona praca, marudna żona, Brajanek i Dżesika. Wizja tego nieszczęsnego kombo sprawia, że sesja wydaje się błahostką. … Każdy skrawek wolnego czasu, który udałoby mi się wyrwać z marnego dnia, byłby tylko momentem na zaczerpnięcie oddechu. Leżeniem do góry brzuchem i słuchaniem heavy metalu. Oglądaniem seriali i graniem na konsoli. Człowiek nie może w nieskończoność pracować na najwyższych obrotach. A pisanie często rozpala mózg do czerwoności i niemal rozsadza czaszkę od środka. Może w niedzielę zdołałbym coś naskrobać. Kilka akapitów.

Oto najczarniejsza wizja mojego życia. W porównaniu do niej śmierć to kusząca perspektywa.

DWADZIEŚCIA, DWADZIEŚCIA CZTERY

Zbliża się północ. Moja kobieta śpi już słodko. A ja nie mogę zasnąć. Cztery ściany, w których jesteśmy zamknięci, są takie klaustrofobiczne. Coś miota się we mnie jak przerażone zwierzę.

Cichutko wymykam się z łóżka i otwieram drzwi na balkon. Nocny chłód uznał to za zaproszenie i od razu wkradł się do środka. Jest odrobinę lepiej… Ale mój oddech nadal jest przyspieszony, a serce bije trochę za mocno.

Czuję się w swoim pokoju jak w klatce. Chcę się z niej wyrwać. Coś każe mi biec. Szkoda, że nie wiem dokąd.

Zamykam balkon, bo zaraz będzie za zimno. Ubieram się, szukam kluczy. Jak najciszej… Przed wyjściem z pokoju zerkam na moją śpiącą królewnę. Bardzo ją kocham. Nie potrafię sobie wyobrazić, że za 10-15 lat może stać się marudną, oziębłą, wiecznie zmęczoną kobietą w okolicach trzydziestki. Rozczarowaną życiem… W tej chwili ta wizja jest tak absurdalna. Ale może się spełnić. Jak każdy czarny scenariusz. Tyle zależy ode mnie… Od wyniku mojej walki.

Odwracam wzrok i wychodzę.

Noc bierze mnie w swoje chłodne objęcia. Ulice wyjątkowo nie wydają się brudne i złe. Może przez brak ludzi. Ale przede wszystkim przez pomarańczowy blask lamp, rozjaśniający ciemność nieco trywialną magią. Która w nieprzeniknionej ciszy nie jest już taka trywialna.

Dwadzieścia… Liczba wypalona w moich myślach jak piętno, którego nie mogę się pozbyć. Chyba że przypadkiem umrę, ale to nie byłoby dobre rozwiązanie. Dwadzieścia… To nieuniknione. Za niecały miesiąc będę o rok starszy. Co zabawne… Moje urodziny wypadają w dniu egzaminu z filozofii. Dorosłe życie… Bez taryfy ulgowej. Nawet w cholerne urodziny.

Dorosłe życie… Teoretycznie już trwa, ale tak naprawdę zacznie się po studiach. Czyli tuż po dwudziestych czwartych urodzinach. Jeśli wszystko pójdzie dobrze…

Mam coraz mniej czasu. Jeszcze cztery lata, żeby osiągnąć coś w pisaniu. Potem może być za późno. Dorosłe życie… Mogę być nim zbyt pochłonięty, żeby pisać.

Odległa data dwudziestych czwartych urodzin jest dla mnie czymś w rodzaju dnia sądu. Tłumaczę sobie, że dorosłe życie niekoniecznie musi być normalne. Może być nadal barwne…  I w sumie nie muszę stawiać wszystkiego na jedną kartę. Nie tylko pisarz może być freelancerem. I nie tylko pisarz może mieć ciekawe życie.

Jeśli do tego czasu nie wyjdzie… Miejsce marzeń wypełni pustka. Będę musiał znaleźć nowy cel i to jak najszybciej…

Zanim przegram życie.

 

Podobne

27 komentarzy

  1. Rozumiem idealnie tą potrzebę wolności. Moja pogoń za nią… to już mała obsesja ;). Niby jest na wyciągnięcie ręki ale strach i niepewność często przysłaniają mi pole widzenia. Cholernie ciężko jest żyć po swojemu…wbrew otoczeniu, wbrew normom i zasadom, wbrew sobie. Sposób w jaki zostaliśmy wychowani i ukształtowani często nas paraliżuje i utrudnia spełnienie własnych marzeń. Sporo czasu zajęło mi określenie wobec czego jest moja niechęć i nieustanny bunt zanim odkryłam, że stoi za tym „normalne” życie. Trzeba mieć ogromne jaja żeby iść własną drogą. Ja ich jeszcze nie wyhodowałam, ale powoli rosną… i kajdany nieco luźniejsze 😉

    1. Fajnie to ujęłaś. 😉 Zrozumienie, co stoi za Twoją niechęcią i buntem to już bardzo dużo.
      Życzę owocnej hodowli. 😉

    2. „Normalność to tylko blask od ogniska” 🙂 tekst jakby wyjety ze mnie. Powodzenia w trudnej, ale wartej przejscia drodze. Ja swoja dopiero zaczynam…

  2. Masz dwadzieścia lat? Jestem więc Twoją rówieśniczką, studentką, która właśnie zaczyna sesję na filologii polskiej, siedzi w wynajmowanym pokoju i czyta artykuły naukowe zastanawiając się, czy kiedykolwiek jej własny zostanie opublikowany. Podziwiam wolę walki – mam wrażenie, że jesteśmy pokoleniem które przegrało wyścig, zanim go zaczęło. Wmawiano nam od dziecka, że będziemy nikim, bo czasy są złe, a zarobki małe. Zmywak w Anglii i takie tam. Nie mamy marzeń i nie chcemy zmieniać świata, chcemy mieć pracę po licencjacie. Nawet do studiów się nie przykładamy.
    Jako początkujący polonusta odcinam się od tego, żeby nie zwariować, i doceniam ludzi z marzeniami, chociaż nie demonizowałabym tak etatu. Nie wiem, do jakiego etapu dojdę, ale chciałabym po prostu tak lubić swoją pracę, żeby żyć nią 24/7, tak jak żyję studiami. A co do umierania – fajnie byłoby być zawsze na tyle ogarniętym, żeby nie umrzeć nawet na stanowisku sprzątaczki w biedrze. Wręcz uważam, że takie doświadczenie, podła praca, niespełnione marzenia, to próba ognia – czy będziemy siedzieć przed telewizorem, czy w międzyczasie napiszemy doktorat. Moim zdaniem nic nie jest przesądzone.

    1. Zmywak w Anglii… Czy każdego humanistę muszą tym straszyć? :p Mnie czasem sugerowano jeszcze frytki w Macu. 😉 Idąc na psychologię oderwałem od siebie łatkę rasowego humanisty. „Wow! Psychologia… No proszę, przyszłościowy kierunek. Teraz jest tyle tych nerwic i depresji, że pracę w tym zawodzie na pewno znajdziesz”. Mniejsza z tym. Psychologia jest obok pisania moją największą pasją, więc jeśli nie wyjdzie mi od razu z pisaniem… Jako psycholog też mógłbym się realizować i jednocześnie pomagać innym. A gdybym równolegle mógł pisać byłoby już cudownie.
      Psycholog. Chciałbym też wykonywać ten zawód, ale… nie za długo. Trochę obawiam się syndromu wypalenia zawodowego. Osoby wykonujące pracę wymagającą intensywnych kontaktów z ludźmi są na to szczególnie narażone. Zwłaszcza taki psycholog.
      „Jesteśmy pokoleniem które przegrało wyścig, zanim go zaczęło.” Mocne słowa, tak trafnie opisujące to, co nam wmawiano.
      Co do etatu… Nie demonizuję go chyba aż tak bardzo. Po prostu nie wytrzymam w takim systemie pracy zbyt długo. Tak żeby dawać z siebie wszystko i czerpać z tego radość.
      Dzięki za komentarz. 🙂

  3. Całkowicie się utożsamiam z Twoim tekstem. Ja 20 już od kilku dni mam za sobą i czuję, że ta liczba zaczyna mnie do czegoś zmuszać. A najbardziej w życiu przeraża mnie, że obrać można tylko jedną drogę. Nie wiedząc jednocześnie dokąd zaprowadziłyby nas pozostałe. Myślę jednak, że bycie tak zwanym artystą to bardziej sposób myślenia i postrzegania świata i nie ważne co nas czeka, ale ważne co nosimy w swoim wnętrzu. Zewnętrzny świat nie jest w stanie tego zniszczyć jeśli odpowiednio je ukształtujemy.

    1. Ukształtowanie swojego wnętrza tak, żeby świat zewnętrzny go zniszczył – to podstawa. Dzielenie się tym, co masz w środku i wpływanie na świat zewnętrzny… a przynajmniej na światy wewnętrzne innych ludzi. To może być coś pięknego, nie sądzisz? 🙂 Do tego powinien dążyć artysta. I do tego zmierzam. 🙂 Jednak droga, którą mam do pokonania wydaje się taka kręta. Najważniejsze to nie upaść i nie pozwolić na zniszczenie tego, co w środku..

      1. Odpisuję po dłuższym czasie, bo teraz dopiero udało mi się trafić na Twojego bloga, po udostępnionym poście na grupie ;). Zgadzam się z wpływaniem na innych, że to coś pięknego, a od wpływania na światy wewnętrzne zaczyna się wpływanie na świat zewnętrzny. Jeśli chodzi o kręte drogi, najgorsze w nich to, że nie widać co czai się za zakrętem. I czy cokolwiek tam się skrywa. Gdyby tylko mieć pewność, że nasze działania gdziekolwiek nas zaprowadzą…

        1. Nasze działania dokądś na pewno nas zaprowadzą. Pytanie – gdzie? Zderzanie się planów z rzeczywistością kończy się rozczarowaniem, albo czymś niesamowitym, wręcz niespodziewanym. Bo praktycznie nigdy nie jest tak, że cokolwiek idzie zgodnie z planem. 😉

          1. Widocznie jesteśmy zbyt krótkowzroczni by sobie zaplanować przyszłość, a do tego znamy zbyt mało czynników ją kształtujących. A tak poza tym polecam książkę Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu Malcolma Gladwella. Tytuł nie odzwierciedla dokładnie jej treści, bo to nie kolejna motywacyjna pozycja, ale raczej chłodne zmierzenie się z propagandą sukcesu i wieloma mitami z nią związanymi.

          2. Nie można dostrzegać wszystkiego. Nie da się przewidzieć wygranej na loterii. Ani pijanego kierowcy, gdy przechodzisz przez przejście dla pieszych. Cholernie dużo w tym wszystkich czynników losowych. 😉
            Bardzo dziękuję za polecenie. Twoja opinia wzbudziła moje zainteresowanie tą pozycją. 🙂

          3. Cieszę się, że mogłam zachęcić 😉 Sama postanowiłam teraz po kilku latach do niej wrócić. Ciekawi mnie czy i w jaki sposób zmieni się mój odbiór niej. A tak poza tym nastąpiła ciekawa wymiana zdań, rzadko mi się to zdarza w internecie 😀

          4. Miło mi, że tak sądzisz. 🙂 Ja też tak uważam. 😉 Jak dla mnie o ciekawą wymianę zdań trudno nie tylko w internecie. 😀 Ale zarówno w realu, jak i w wirtualu, ludzie czasem naprawdę mnie zaskakują. 😀 Swoimi historiami, poglądami, poczuciem humoru, albo wrażliwością. Rzadko – ale jednak – zdarza mi się z zaskoczenia otrzymać cały pakiet tego wszystkiego.
            Wracanie po latach do ulubionych lektur jest naprawdę fajnym doświadczeniem, na które ostatnio niestety już nie mam czasu. 🙁 Zbyt wiele rzeczy do zrobienia, zbyt wiele nowych książek do przeczytania.

          5. Też często odnoszę wrażenie, że ludzie wolą rozmawiać na tematy błahe, bo tak jest wygodniej czy prościej. Z drugiej strony poruszając te inne, usłyszałam wiele ciekawych wniosków. Jeżeli chodzi o wrażliwość znowu, wydaje mi się że wiele osób ją ukrywa, by nie być wystawionym na krytykę.

          6. Ludzie zbyt usilnie tłumią w sobie wiele rzeczy, często istotnych. To, co naprawdę myślą, czują, o czym marzą itd. Tłamszą to, żeby przypadkiem nie przekroczyć jakiegoś wzorca normalności. Szkoda… Bo ten powszechny wzorzec jest chory.

          7. Tylko znowu bez żadnego wzorca zapanowałoby coś w rodzaju chaosu, tak mi się przynajmniej wydaje. Ale panujące normy są dalekie od ideału. Jeżeli chodzi o tłumienie dobrym przykładem wydaje się dla mnie płacz. Płakanie w miejscu publicznym wydaje się czasem bardziej nie na miejscu niż przeklinanie. Wzbudza konsternację, czy negatywne oceny. Dziwi mnie to, że zwykły ludzki odruch kojarzony jest ze słabością.

          8. Haha. Rzeczywiście, bez jakichkolwiek norm zapanowałby totalny chaos i anarchia. 😀 Dlatego cieszmy się z mniejszego zła. 😉
            O ile płacz w przypadku kobiety ujdzie, to facet… uuu, będzie tak jakby skreślony. :/

          9. Jeśli chodzi o kobiety też nie jest to akceptowalne, miałam się okazję przekonać. Ale zgadzam się, że u mężczyzn już w ogóle spotyka się to ze swego rodzaju ostracyzmem. A ja myślę, że do płaczu potrzeba odwagi i doceniam to, że ktoś ją ma by się uzewnętrznić.

          10. To mi też pozostaje to zrozumieć 🙂 W każdym razie życzę udanej kariery pisarskiej, może zajrzę tu za kilka lat i zobaczę opublikowany artykuł czy powieść 😉 I zapraszam na bleucheval.blogspot.com, jedyny w swoim rodzaju blog z brakiem czytających 🙂 (nie ma to jak autoreklama na zakończenie).

  4. Mam 36 lat i jestem zdeklarowanym pisarzem :). Bardzo podoba mi się, co i jak piszesz, Wojciechu – to jest jakiś zamysł literacki, jakaś zapowiedź, że możesz pisać, że możesz iść tą właśnie drogą przez życie :).

    Różnym pisarzom różnie układa się w życiu, ale każdy musi przebrnąć własny odcinek drogi i być konsekwentny – i w marzeniach, i w pracy twórczej :).

    To, czego wskutek mojej drogi nauczyłam się osobiście ja, to to, że… droga sama w sobie jest celem :). Utrzymywanie się z pisania to rosyjska ruletka – z tworzenia książek utrzymują się jedynie wybrańcy losu i czytelników, ale już dopełnianie pisarskiej ścieżki zawodowej działaniami, że tak powiem, „okołoliterackimi” (czyli pisanie tekstów na zlecenie lub np. paranie się korektą bądź redakcją) pozwala na zarobienie na skromny chleb :).

    Bardzo zaskoczyło mnie to, co piszecie w komentarzach – Wy, dzisiejsi dwudziestolatkowie. Kiedy ja byłam w Waszym wieku – mojemu pokoleniu mówiono, że „możemy wszystko”. Ta „obietnica” była bezpośrednio związana ze zmianą systemu – z odrzuceniem PRL-u. Nasi rodzice szczerze i z nadzieją wierzyli w to, że nam – ich dzieciom; młodemu pokoleniu – uda się wszystko, co sobie zamarzą, wybiorą na drogę życia. Rozczarowanie przyszło później – kiedy okazało się, że nadal jesteśmy (my – Polska) 50 lat w rozwoju gospodarczym za Zachodem…

    Dziś już wiem, że „nie mogę wszystkiego” i że będę ni mniej i nie więcej, a tylko mną – skromną, niszową pisarką, Justyną Karolak. Ale nauczyłam się, że marzenia i tęsknota do wolności – to słuszne motory napędowe :). Oraz że bycie mną – w zupełności mi na życie wystarczy :).

    Pozdrawiam Ciebie, Wojciechu, i wszystkich Twoich czytelników – serdecznie!

    1. Bardzo dziękuję. 🙂 Praca okołoliteracka… Poza rzeczami, związanymi ściśle z moim kierunkiem studiów i pisaniem, to jedyne zajęcie, w którym siebie widzę. Niestety.

      1. Dlaczego „niestety”? Masz potencjał literacki, więc patrząc na Ciebie z tej perspektywy, nie widzę powodu, dla którego miałbyś nie podjąć próby pójścia tą właśnie drogą w życiu. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę wszelkiego powodzenia :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *