NIE KAŻDY SEN JEST KOSZMAREM

Nigdy nie potrafiłem pisać wierszy. A szkoda… Bo powinienem napisać o niej wiersz. Zanim zapomnę, że w ogóle mi się przyśniła… W końcu wspomnienia bywają kruche, zwłaszcza te dotyczące snów.  

Nawet nie wiem jak ubrać ją w słowa. Eteryczne ciało z sennej materii trudno ubrać w cokolwiek. Najoczywistszą formą byłby obraz; kadr wyrwany z sennego filmu. Fotografie snów muszę jednak zostawić następcom Salvadora Dalego. Sam mam problemy z narysowanie okrągłego koła; nawet, gdybym posiadał zdolności plastyczne i tak miałbym teraz problem. Bo pewna senna istotka już zaczęła rozmywać się w mojej pamięci. Dlatego muszę coś zrobić… Cokolwiek, żeby tylko ocalić ją od zapomnienia.

Nie będzie wiersza, ani obrazu. Potrafię tylko prozę…

 

To brzmi niedorzecznie, ale zakochałem się przez sen. Co dziwne – uczucie pozostało nawet po przebudzeniu.

Wszystko rozgrywało się poza konkretnym miejscem i czasem, zresztą jak w większości snów. Czułem się tylko kilkanaście lat starszy… Byłem w niewielkim pokoju, pośród jasnoniebieskich ścian. Ale nie sam.

Dziewczynka, najwyżej czteroletnia, stała naprzeciwko mnie. Miała na sobie białą sukienkę, a na jej bladej twarzyczce malowała się dezorientacja. Aureola ciemnych kręconych włosów, rozczochranych jakby przed sekundą oderwały się od poduszki, zbyt mocno mi kogoś przypominała. Przecież moja kobieta wygląda tak na starych zdjęciach…

Dziewczynka wyciągnęła do mnie rączki. Zawahałem się na moment. Ale podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce. Gdy nasze oczy znalazły się na tej samej wysokości, zdałem sobie sprawę, że są intensywnie niebieskie. Tak samo jak moje.

Przeszedł mnie dreszcz. Wtedy zmarszczyła nosek, a jej ząbki zalśniły w uśmiechu. Wystarczył tylko ten moment… I już byłem zakochany.

Wtedy sen się rozwiał.

Rozchyliłem powieki, tylko po to, żeby znów je zamknąć. Upewniłem się, że nadal jesetm pod kołdrą, z kobietą w ramionach. Ciągle spała, wtulona we mnie. Czy raczej była pogrążona w pół śnie, bo gdy znów na nią spojrzałem, otworzyła oczy. 

Instynktownie nasze usta zetknęły się w krótkim pocałunku. Już wtedy żałowałem, że nie mogłem dzielić z nią tego snu.

Znów zamknęliśmy oczy, a ona wtuliła się we mnie mocniej. Wewnątrz siebie, gdzieś za mglistym murem senności, byłem wniebowzięty i rozbawiony jednocześnie. Podświadomość potrafi być zaskakująca.

Uświadomiłem sobie też pewną rzecz, o której już dawno zdążyłem zapomnieć. Nie każdy sen jest koszmarem.

Podobne

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *