KIEDY ZNIKAM

Pojawiam się i znikam. Jestem jak nie do końca oswojony kocur i już chyba pozostanę taki na zawsze. Chodzenie własnymi drogami… Nie znam lepszego sposobu na życie.

Bywa to jednak uciążliwe dla tych, którzy na mnie czekają. Po tym jak zniknę bez słowa.

Czytelnicy, którzy obdarzyli mnie kredytem zaufania, mogą się niepokoić moją nieobecnością na blogu. Tym bardziej, że ostatni wpis miał dość ponury wydźwięk.

Nie ma powodów do obaw. Niemoc twórcza minęła niemalże natychmiast publikacji tamtego wpisu. Po raz kolejny pomyślałem, że pisanie jednak wiąże się czasem z zaklinaniem rzeczywistości. Przynajmniej mojej.

Pojawił się jednak inny problem. O tak… Nadmiar pomysłów też może być problematyczny. Zwłaszcza kiedy od barokowego przesytu zaczęła pękać konstrukcja mojej powieści. Jednak nie pozwoliłem jej całkowicie runąć. Złożona historia została rozbita w mojej głowie na dwie mniejsze. Teraz mam dwie książki do napisania. Nad jedną intensywnie pracuję, a drugą odłożyłem na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Nigdy nie chciałem być blogerem. Ani influencerem. Moja nieobecność na blogu i w social mediach nie jest więc złym znakiem. Kiedy znikam zajmuję się przede wszystkim mniej lub bardziej owocnym zmaganiem z materią, nudnymi studiami i opowieścią, którą próbuję przelać na papier. To ostatnie jest najważniejsze.

Żyje się po to, żeby pisać. Przez całą resztę trzeba przebrnąć, żeby dotrzeć do rzeczy najważniejszej.  Raymond Chandler

Cały czas piszę. Każdej nocy. Moja nieobecność tutaj świadczy tylko o tym, że ciężar swojej energii twórczej przeniosłem na książkę.

To dziwne… Ta historia jest niemal moją obsesją. Ale z drugiej strony ledwo o niej wspomniałem. Jakby nie zajmowała w moim czarnym sercu tyle miejsca, ile zajmuje.

Nie zdradziłem tytułu. Nie wspomniałem, o czym ona jest. Nic nie wiadomo.

Cóż… To może być irytujący zwyczaj, ale nie lubię mówić o niedokończonych rzeczach. Coś kusi mnie, żeby ten nawyk nieco zmodyfikować. Pozwolę jednak sobie na to dopiero, gdy będę trochę dalej.

Od czasu do czasu uchylę rąbka tajemnicy. Wrzucę tutaj urywek opowieści i garść inspiracji. Z pewną nieśmiałością  zaproszę Was za kulisy.

Oczywiście bloga nie zdominują  trailery i materiały typu making of.

Wciąż pełno we mnie szkła, drzazg i żelaznych odłamków. Każdej nocy próbuję to z siebie wypluć na papier. Nie mogę wrzucać wszystkiego do książki, bo jej konstrukcja znów się zachwieje. Dlatego nadal potrzebuję krótkiej formy. Już teraz czuję głód stworzenia pełnokrwistego tekstu, który zmieściłbym na jednej stronie.

Mam dziwne przeczucie, że coś takiego wylęgnie się ze mnie tej nocy.

 

 

Podobne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *