KOBIETA Z INNEGO ŻYCIA

Zabawa w udawanie, że mnie nie ma, sprawia mi przyjemność. I już wiem, dlaczego. Po prostu… Przez całe życie nie posiadałem żadnej supermocy. A teraz jestem niewidzialny.

Zmieniłem się przez ostatni rok. I w środku, i na zewnątrz.

Dostrzegło to może kilkanaście osób. Na razie…

Mijam na ulicy dawnych znajomych, a oni nie wiedzą, że ja to ja. No chyba że się odezwę.

– Cześć. – Szczerząc zęby w uśmiechu, czekam aż zgadnie, kim jestem.

Jednocześnie odliczając sekundy. Jeden, dwa, trzy…

Za każdym razem demaskuje mnie uśmiech. Po kilku sekundach zastanowienia można przypisać go do twarzy człowieka, którym kiedyś byłem. To chyba znaczy, że… uśmiecham się w wyjątkowy sposób.

Ostatnio jestem trochę zmęczony ludźmi i nie mam nic przeciwko niewidzialności. Nie zawsze mam ochotę na krótkie cześć, cześć z ludźmi, z którymi łączyło mnie tylko to, że dawniej zdarzało nam się mijać. 

Tym bardziej, że praktyce cześć, cześć zwykle nie przebiega gładko. Zazwyczaj jest to moje cześć, na które ona/on odpowiada dezorientacją. Następnie wyostrza wzrok i marszcząc brwi, skupia na mnie całą uwagę. Skąd ja go znam?! Później mierzy od stóp do głów gościa, który jest teraz mną. Burza blond włosów, krótki zarost, wzrok skryty za ciemnymi okularami w jaskrawożółtych oprawkach.

Często się spieszę, więc przedłużające się cześć, cześć jest mi nie na rękę. Dlatego zwykle nie tracę na to czasu.

Cóż… Jednak uśmiech nie zawsze mnie demaskuje.

RZESZÓW – HADES

Siedzę w pociągu i czytam książkę. A właściwie kończę… Do końca zostało mi parę stron.

Wszyscy patrzyli, nikt nie widział. Łotrzykowska powieść, niezłe czytadło. W sam raz na pierwszą lekturę po sesji.

Mimowolnie odrywam wzrok od książki, wyczuwając ruch tuż przed swoim nosem. Mija mnie dziewczyna, którą skądś znam. Harcerka, okularnica, o związanych w kok blond włosach. Wystarczy jakieś 1,5 sekundy, żeby połączenia neuronalne w moim mózgu zidentyfikowały tę osobę. Dawno, dawno temu codziennie widywaliśmy się w szkole. Taak, to ona… Niezwykle rzadko nawiązywaliśmy dłuższe konwersacje. Jej widok nie budzi szczególnych wspomnień, ani emocji.

Dziewczyna zatrzymuje się przed konduktorem, pytając, czy może kupić bilet.

A ja wracam do książki. Czas ją skończyć.

Jestem niewidzialny… Choć skryty tylko za długimi włosami i krótką brodą. Ciemne okulary leżą na siedzeniu obok, razem z moją torbą.

Ciekawe, czy rozpoznałaby mnie, gdybym się uśmiechnął?

Nieistotne. Jestem niewidzialny i tak jest dobrze. Przynajmniej nie muszę przerywać lektury dla chwili błahej rozmowy. Poprzedzonej czekaniem aż ona zgadnie, skąd się znamy. To mogłoby chwilę potrwać…

Pociąg w końcu rusza z Rzeszowa. Delikatnie i niemal bezgłośnie.

Lubię czytać w pociągach, zwłaszcza w tych nowych. Jestem już na ostatniej stronie, mój wzrok biegnie za linijkami tekstu. I… koniec. Zamykam książkę.

Szkoda, że nie mam przy sobie kolejnej opowieści, w której mógłbym utonąć. Ale przynajmniej zabrałem ze sobą słuchawki.

Włączam Besides.

W międzyczasie spoglądam na okładkę, szukając w niej detali, których wcześniej nie dostrzegłem. Powoli przejeżdżam palcami po wypukłej czerwonej czcionce, którą wydrukowano tytuł. Tak… Jestem książkowym fetyszystą. Uwielbiam też szelest kartek i zapach farby drukarskiej.

Nie potrafię określić, czym jest spokój. Mogę skłamać, układając ze słów spójną definicję. Ale nadal nie będę potrafił go odczuć.

Wiem jednak, że ta chwila jest namiastką spokoju. Bo nic nie muszę i nigdzie się nie spieszę. Mam książkę w dłoni i słuchawki na uszach. Do tego jestem niewidzialny. Prawie jak duch.

Rozglądam się dyskretnie, ale harcerki nie ma w zasięgu wzroku. Zniknęła gdzieś w biało-niebieskich trzewiach pociągu. Może jednak brakuje mi rozmowy? Choćby błahej… Żeby przypomnieć sobie, kim byłem wcześniej.

Wyobrażam sobie jednak, że zamiast niej przemknął mi przed oczami ktoś inny. Inna kobieta z innego życia. Jestem pewien, że nie rozpoznałaby mnie teraz. Nawet po uśmiechu.

Zamykam oczy… Myślenie o  niewidzialności uruchamia we mnie myśli o niestnieniu. Gdzieś w rozbiegu pojawia się też myśl o śmierci.

Nie potrafię wyobrazić sobie żadnego nieba. Bardziej wierzę w wieczną ciemność, więc próbuję wyobrazić sobie coś lepszego. Coś bardziej pasującego do mnie.

Znajdując w tej chwili namiastkę spokoju, wyobrażam sobie życie po śmierci na jej podobieństwo. Jestem duchem. Bardziej niewidzialnym niż teraz. Bo teraz niektórzy demaskują mnie przez uśmiech. Za jakiś czas wszyscy przywykną do nowego mnie. Długie włosy i broda będą moimi znakami rozpoznawczymi. Ludzie dopasują je do tego, co się jednak we mnie nie zmieniło. Do uśmiechu i oczu. 

Ale śmierć zmieni mnie nie do poznania.

W życiu po śmierci będę uśmiechał się w inny sposób. Jeśli będę w ogóle się uśmiechał…

Dotychczasowe rysy twarz zmienią się w obcą maskę. Nie będę miał zapachu, ani odcisków palców. Ale dalej będę miał długie włosy i brodę. Jednak ich barwa samoistnie przejdzie w czerń, kiedy tylko znajdę się po drugiej stronie. W końcu życie i śmierć to przeciwieństwa. Tak jak czerń i… blond.

W życiu po śmierci będę więcej podróżował – oczywiście pociągami, jeśli mają tam koleje. Zawsze bez celu… Z jednego miasta umarłych do drugiego. Wychodziłbym na dworce tylko po to, żeby kupić w kiosku nową książkę i bilet na kolejny pociąg. Płacąc – jak za życia – kartą. Tylko że na drachmy. Bo chyba ta waluta obowiązuje po drugiej stronie Styksu.

Po drugiej stronie każdy będzie odmieniony. Wszyscy będą patrzeć, ale nikt nie zobaczy… Nikt nie zobaczy we mnie jednego z cieni swego minionego życia. Ja też nikogo nie rozpoznam w tłumie cieni o zimnych i obcych twarzach. Może minę też cień jakiejś kobiety, nie wiedząc, że w minionym życiu była moja…

 

Podobne

5 komentarzy

  1. Z mojego punktu widzenia ciekawe, bo akurat piszę na swoim blogu o świecie po śmierci i są tam pociągi, a nawet dziwne miasto Sensbezsens.
    Jak to jest i będzie i czy będzie po śmierci?
    Również koncepcja bohatera, który tak się zmienił, że stał się niewidzialny, intrygująca.

  2. Cześć.

    Chciałbym, żeby mój komentarz był chociaż w połowie tak dobry, jak przeczytany przed chwilą tekst. Twój tekst, gwoli ścisłości. Mogę jedynie próbować dorównać jakościowo.

    Przyznam szczerze, że mam podobnie. Wątpię, żebym zapadł w pamięć komukolwiek z mojej poprzedniej szkoły, żeby ktokolwiek potrafił mnie rozpoznać za parę lat. Tak przynajmniej jest w przypadku osób ze wcześniejszych lat edukacji, więc dlaczego nie miałoby być z tymi, których poznałem w szkole średniej?

    I wyznam, że strasznie mnie męczy, jeśli podczas jazdy do pracy lub z pracy dosiada się do mnie ktoś znajomy, by pogadać o tym i o tamtym. Lubię, gdy tych kilkadziesiąt minut jest tylko dla mnie, kiedy mogę bez problemu zanurzyć się w świecie zawartym w książce lub posłuchać muzyki i nie lubię, kiedy mi ktoś w tym przeszkadza. Wystarczy, że w pracy przez osiem godzin muszę rozmawiać z klientami.

    Chyba za dużo mówię o sobie… Ale to powinien być komplement dla Ciebie, bo cóż, sprowokowałeś mnie do myślenia. A to chyba Twój cel, czyż nie?

    Ciężko zebrać myśli, żeby napisać coś dobrego. Dlatego zaprzestanę na tym, co już powstało.

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

    1. Witaj. 🙂
      Nie, nie mówisz za dużo o sobie. Tekst skłonił Cię do autorefleksji i tak miało być. Właśnie po to powstał, między innymi. Nie tylko dla mnie, ale też dla Ciebie. I dla kolejnych osób, które odnajdą w nim swoje emocje.
      Dziękuję za komentarz. 🙂
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *